Eurotrip – etap I Szwajcaria #2

Gornergat

Zermatt, Gornergrat, Matterhorn

Po wycieczce do Engelbergu myśleliśmy, że długo będziemy czekać aż ją coś przebije. Myśleliśmy tak do następnego dnia. Rano ustaliliśmy, że pojedziemy, a raczej dostaniemy się do Zermatt, a stamtąd pod górę Matterhorn – górę wszystkich gór.

Zermatt jest najbardziej znaną Szwajcarską miejscowością ale niestety też najdroższą w Europie (podobno). Dostać się tam też nie jest tak łatwo jak do Engelbergu. Do samego miasta mogą wjeżdżać tylko pojazdy elektryczne więc my zostawiliśmy samochód w Tasch, który w zasadzie nie jest miejscowością tylko zapleczem logistycznym dla Zermatt.

Do celu mieliśmy 3 godziny drogi w tym 0,5 godziny przeprawy pociągiem – w pewnym momencie wjeżdża się samochodem na platformę pociągu i za chwilę pociąg rusza by tunelami zabrać samochód i to co w nim na drugą stronę górskiego pasma. Jeszcze nigdy nasz samochód nie jechał pociągiem. Koszt takiej ekstrawagancji to 30 CHF w jedną stronę. A potem po prostu zjeżdża się z pociągu i jedzie się dalej ale już jakby w innej rzeczywistości. Widoki są inne, jakby z serialu o ratownikach górskich, przejeżdża się przez małe osadzone na zboczach gór miejscowości aż do Tasch. Tam, już bez samochodu, wsiedliśmy do pociągu bezpośrednio do Zermatt. A w Zermatt 50 metrów dalej wsiedliśmy do torowej kolejki na Gornergrat.

Niewielki pociąg zawiózł nas na wysokość 3089 m n.p.m. trasą jaką nigdy jeszcze nie jechaliśmy. Jaka może być trasa pociągu który w pół godziny pokona wysokość bezwzględną prawie 1,5 tys. m? Piękna, zapierająca dech w piersiach, niesamowita? Wybierzcie sami.

Trasa ma wiele przystanków, z których można od razu wskakiwać na stok, ale stacje kryją też inne niespodzianki jak hotele igloo, albo serowe fondue. Bilet jest całodzienny więc nic tylko jeździć, wsiadać i wysiadać (cena: 94 CHF, Igor za darmo). Ale najlepsze niespodzianki i tak zawsze tworzy natura. Szczyt Matterhorn ma  4478 m n. p.m. ale żadne dane i żadne współrzędne nie oddadzą jakie robi wrażenie. Ze względu na swój kształt prawie idealnego trójkąta jest uznawana za symbol góry jako pojęcia. To ona jest na wszystkich rysunkach czterolatków, które przedstawiają górę, no i na opakowaniu Toblerone. Jej sylwetka jest upiorna, tajemnicza i groźna, mi bardzo przypomina naszego tatrzańskiego Mnicha ze względu na kształt i złą sławę. No a wkoło inne piękne, ośnieżone szczyty. Bezmiar piękna. Śnieg, wojna na śnieżki, słońce, zapierające dech w piersi widoki – czego chcieć więcej? Może górskich kozic? Proszę bardzo.

Podróż długa, bo biorąc pod uwagę trasę samochodową i wszystkie odcinki pociągów i kolejek w podróży tamtego dnia spędziliśmy 7,5 h. Ale co najmniej połowy z tego czasu nie można uznać za zwykłe przemieszczanie się, zwłaszcza przejażdżkę Gornergratbahn. No i organizacja, sprawność komunikacji i połączeń działa tak, że nawet się tego nie zauważa.

Matterhorn

Lugano

Na pożegnanie zajechaliśmy do małej miejscowości Lugano. Podobnie jak Zurych i Lucerna Lugano jest położone nad jeziorem i między górami, jednak tu, ze względu na niewielki rozmiar miasteczka jest to widoczne z każdego miejsca. Było akurat mgliście więc jezioro wyglądało jak tajemnicze morze bez drugiego brzegu, a góry jak lewitujące głazy. Spacer po Lugano był bardzo przyjemny, weszliśmy na niewielkie wzgórze skąd rozciągał się wspaniały widok na jezioro i czerwone dachy miasta. Dobry przystanek na obiad i popołudniowy spacer.

Szwajcaria często kojarzy się z organizacją, rzetelnością i niezawodnością, no super tylko co w tym fajnego? Okazuje się, że w Szwajcarii fajne jest wszystko a organizacja i niezawodność sprawiają, że to wszystko można bardzo łatwo podziwiać.

Na pierwszą część relacji ze Szwajcarii zapraszamy tutaj.

Wrażenia Igora ze Szwajcarii:

Poziom zadowolenia Igora można mierzyć stopniem przemoczenia jego ubrań po robieniu orłów na szczycie Titlis i po zjeździe na tyłku z Gornergrat. Hitem była też jaskinia lodowa. Spodobała mu się tak wielka lodowa konstrukcja i 150 metrowy korytarz, po którym można się ślizgać. Ze względu na otwarty Glacier Park Engelberg ma naprawdę dużo do zaoferowania dzieciom i miejsce to na pewno przypadło Igorowi do gustu. Duże wrażenie zrobiły na nim podróże pociągami. Uznał, że Gornergratbahn jest nawet lepsze niż pendolino! Małym fanom motoryzacji przypadnie też do gustu sztuczny pociąg na zamku Laufen.

 

Sylwia Kołpuć
Sylwia Kołpuć
spostrzegawcza, trochę nieśmiała, podatna na nastroje i klimaty, ze skłonnościami do zachwytu i melancholii, autorka większości tekstów na blogu

12 Komentarze

  1. Wow, ale świetne zdjęcia! Super miejsce, muszę kiedyś zaplanować taką wycieczkę 😉

  2. Aneta Grenda pisze:

    Góry cudowne, magiczne i białe :), nie wiem kiedy ja takie ośnieżone zobaczę. Wszystkie zdjęcia piękne i klimatyczne. Wspaniała przygoda 🙂 Pozdrawiam serdecznie z Wietnamu 🙂

  3. Kuku pisze:

    Wow, podziwiam was za podróże że szkrabem, to już wyższy poziom wtajemniczenia 🙂 bardzo podobają mi się Twoje zdjęcia z Lugano , sama Szwajcaria jest moim celem na przyszłość 🙂

  4. Piękne zdjęcia! Kilkanaście lat temu spędziłąm kilka dni w Szwajcarii – byłam zachwycona tym krajem 🙂

    • Sylwia Kołpuć pisze:

      Jest się czym zachwycać, cieszymy się, że udało nam się trafić zwłaszcza, że w sumie dość niespodziewanie

  5. Fame Name pisze:

    Przepiękne zdjęcia i bardzo ciekawa recenzja. 🙂 Zachwyciły mnie widoki alpejskich szczytów. A zadowolone dziecko, to szczęśliwe dziecko, więc można powiedzieć, że to on jest najważniejszym recenzentem tej wyprawy 🙂

    • Sylwia Kołpuć pisze:

      Tak, dzieci są szczere i nic nie ukryją no i najlepiej umieją się cieszyć chwilą, a było czym się cieszyć: śnieg, słońce, piękne widoki, rodzinna zabawa, czego chcieć więcej? 😉

  6. Cieszę się, że tu trafiłam. Będę czerpać inspiracje do podróży z dzieckiem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *