Życie w Conway #2 – zasady (prze)życia w społeczeństwie

Załóżmy, że na skutek pewnych okoliczności trafiasz do jakiegoś niewielkiego miasteczka na południu Stanów. Na tyle małego, że po kilku dniach znasz wszystkie drogi, a na tyle dużego, że ma dwie własne drużyny futbolowe i trzy uniwersytety. Takiego jak Conway w Stanie Arkansas gdzie trafiliśmy my. Czego się spodziewać? Czego nie robić? A co robić można? Jak zachować się na spacerze, w sklepie czy na drodze? Jak odnaleźć się wśród tubylców i ich zwyczajów? I jak nie oberwać z dubeltówki? Oto studium południowego savoir-vivre poprzedzone trzymiesięcznymi badaniami terenowymi.

 

Spacer – Po pierwsze uważaj gdzie chodzisz

Pewnie jesteś przyzwyczajony do tego, że wychodzisz z domu i po pierwsze od razu możesz iść na spacer i to w którą stronę chcesz, po drugie od razu jesteś między ludźmi. Tu nie ma zastosowania ani jedno ani drugie. Dlatego, że nie ma tu chodników, dlatego że jest tak gorąco, że nie chce się chodzić i dlatego, że wszędzie jest daleko.

Musisz znaleźć miejsca do spacerowania w swojej okolicy i pojechać tam samochodem (szansa istnienia komunikacji miejskiej jest bliska zeru). Prawdopodobnie będą to okolice downtown, parki, historyczne dystrykty, czasem nawet wypoczynkowe miejscowości (https://rodzinanomadow.pl/eureka-springs/) i szlaki piesze (https://rodzinanomadow.pl/ozark_szlaki/). Tam możesz spacerować do woli.

W każdym razie, jeśli postanowisz po prostu wyjść z domu i się powłuczyć, uważaj żeby nie wchodzić na prywatne posesje, albo w podejrzane miejsca. Raczej nikt nie zastrzeli cię od razu z dubeltówki, ale też nikt nie pozostawi bez uwagi zachowania, które odbiega od normy. Nie przejmuj się jednak za bardzo, bo, może zabrzmi to górnolotnie, ale jeśli twoje intencje są szczere i np. po prostu zabłądzisz to nic ci nie grozi. Możesz za to liczyć raczej na pomoc. Ale przez zdrowy rozsądek nie skradaj się, jeśli wchodzisz na czyjąś posesję to od frontu, zachowuj się spokojnie. Bez nerwowych ruchów.

Dla przykładu, kiedy przez przypadek z Igorem weszliśmy na pole golfowe jeden bardzo uprzejmy pan nas zagadnął. Przywitał się i poradził bardzo delikatnie, że to nie jest najbezpieczniejsze miejsce na spacer, bo piłki do golfa są twarde, lecą bardzo szybko i mogłyby nam zrobić krzywdę. Z tuzin razy zaznaczył, że oczywiście zrobimy co chcemy, że to tylko rada i na sam koniec, żebyśmy przypadkiem nie poczuli się urażeni, dał Igorowi piłkę do golfa.

Innym razem Grzesiek z kolegami pojechali na wyprawę łodzią po jeziorze w ramach spotkania integracyjnego z pracy. Chyba się nie dogadali bo kiedy przyjechali na miejsce nie było jeszcze łodzi ani żywej duszy. Kilku obcokrajowców naradzających się na jakimś pustkowiu, samochód na rejestracjach z innego stanu – od razu zatrzymał się przy nich strażnik. Nie obezwładnił ich przy użyciu broni i nie powalił na ziemię jak na filmach tylko spytał uprzejmie, znów żeby nikt nie poczuł się urażony, czy coś się stało, dlaczego utknęli na takim odludziu i czy nie potrzebują pomocy, a kiedy uznał, że ich wersja jest wiarygodna odjechał życząc miłego dnia.

Parki, chodniki, centra miast – Po drugie nie gap się i nie przejmuj się

Jeśli będziesz tam dłuższy czas prędzej czy później spotkasz na ulicy kogoś kto nie będzie grał w Pokemon Go, też dlatego, że dotrzesz w końcu do miejsc gdzie tubylcy spędzają czas. Co wtedy? Raczej nic. Z reguły ludzie nie rozglądają się i nie przyglądają się innym. Tylko jeśli ty będziesz im się przyglądać wtedy uśmiechną się do ciebie i pozdrowią krótko. Wtedy też odpowiedź i się oduśmiechnij.

Pewnie na początku wyda ci się to trochę dziwne, ale też miłe. Tak jakby nie obchodziło ich co sobie ktoś o nich pomyśli: o ich strojach, zachowaniu, o tym, że mówią do siebie, albo że słuchając muzyki przez słuchawki śpiewają na głos i nawet tańczą na ulicy. Tu nie jest ważne jak wyglądasz. Jeśli ubierzesz się w jakieś modne ubranie ktoś może je pochwalić, ale jeśli zachce ci się wyjść na ulicę w piżamie i komuś się spodoba też ci to powie, ale nikomu nie będzie to przeszkadzać. Tu możesz być sobą i nikogo tym nie zdziwisz, nikt nie będzie tego komentować i pokazywać cię palcami. Nawet jeśli print na twojej bluzce będzie się gryzł z paskami na spodniach – to w sumie twoje spodnie i twoja bluzka.

Sklep – Po trzecie nie spiesz się

W sklepie raczej też nie narazisz się na społeczne interakcje poza grzecznościową wymianą uprzejmości przy kasie, od której się nie wymigasz. Kiedyś Grzesiek nie usłyszał jak kasjer się do niego zwracał z pytaniem jak mija mu dzień więc dostał wachlarz możliwości: dobrze, źle, tak sobie i dodatkowo serię pytań o bluzkę z militarnym nadrukiem.

Trochę inaczej wygląda sytuacja jeśli jesteś z dzieckiem, wtedy możesz liczyć na krótką rozmowę z innymi klientami czekającymi w kolejce, a jeśli jeszcze masz (akurat) grzeczne dziecko rozmowa na pewno się przeciągnie.

Jeśli chodzi o ruch wózków obowiązuje bezwzględna zasada przepuszczania na skrzyżowaniach alejek, do tego stopnia, że czasem nikt nie chce pojechać pierwszy. Nigdy się też nie przepychaj i nie wymijaj na siłę. Wyścig z wózkiem do kasy też nie leży tu w dobrym guście.

Droga – po czwarte nie spiesz się

Na drodze obowiązują mniej więcej takie same zasady jak w sklepowych alejkach i na spacerze. Nie spiesz się. Każde naruszenie przepisów spowoduje, że policja może zwrócić na ciebie uwagę. Policja ma obowiązek reagować zawsze kiedy widzi zachowanie niezgodne z przepisami, co nie musi być jednoznaczne z mandatem. Co prawda nie wymigasz się na zwykłą gadkę “nie wiedziałem, nie znam przepisów” ale jeśli zdarzy ci się np. zmienić pas w niedozwolonym miejscu, bo nie znasz miasta i za późno zorientowałeś się, że to twój skręt i nie spowodujesz tym zagrożenia no i  jeśli będzie to prawda to pewnie dostaniesz tylko pouczenie.

Nie trąb. Raz stałam w kolejce do skrętu w lewo i kierowca, który był w tej kolejce pierwszy przegapił trzy kolejki świateł i nikt nie zatrąbił. Dlaczego? Po pierwsze ze względu na uświęcony tu wręcz spokój, a po drugie dlatego, że nie chcesz nikogo zdenerwować.

W czasie naszego pobytu w Conway była jedna strzelanina. Panowie pokłócili się na temat stosowania przez jednego z nich przepisów i któryś zbyt mocno się zdenerwował. Może akurat nie chodziło o użycie klaksonu, ale lepiej szanować spokój swój i innych.

W każdym razie po powrocie do Polski wydawało nam się, że wszyscy tu jeżdżą jak wariaci. Dopiero wtedy zauważyłam ile nerwów kosztuje jazda samochodem. Nawet Igor skomentował to kiedyś: W Ameryce ci tak nie zajeżdżali drogi co? No tak, chociaż teraz już z powrotem dostosowujemy się do naszych standardów.

Small talk – po piąte nie dziw się

Możesz spotkać się z dwoma rodzajami “gadek szmatek”. Rodzaj pierwszy to znana nam dobrze “rozmowa o pogodzie”. Szybka, miła i krótka wymiana dwóch trzech zdań.

Rodzaj drugi to “rozmowy o życiu” tylko zamknięte w przestrzeni do 20 minut czasu, w trakcie których dowiesz się kilku faktów o byłych mężach, aktualnych mężach, historii rodziny, o chorobach. Nam może wydawać się to odrobinę dziwne, takie tematy są raczej tabu, zwłaszcza jeśli rozmawiasz z kimś pierwszy raz w życiu. Tu to po prostu normalne elementy życia, nikt się ich nie wstydzi i nikt ich nie ukrywa.

Jest w zasadzie jeszcze jedna podkategoria. Jak tylko twój rozmówca dowie się, że jesteś nowy będzie chciał ci pomóc. Powiedzieć gdzie można spędzać czas, gdzie najlepiej robić zakupy, a nawet do którego kościoła najlepiej pójść (zdarzyło mi się to dwa razy, raz nawet dostałam SMS z adresem i godzinami niedzielnych nabożeństw). Nie chodzi o jakieś nawracanie, dla południowców jest to po prostu tak normalny temat do rozmów jak polecenie ci dobrej piekarni.

Kościół – po szóste przedstaw się

Na początku krępowaliśmy się pójść do kościoła. W zasadzie w Conway nie było kościoła katolickiego tylko kaplice wspólnot chrześcijańskich i trochę nie wiedzieliśmy jak do tego podejść, jakie są zasady uczestnictwa w nabożeństwach. Czy można od tak wejść tam z ulicy? Do której z tych wspólnot nam najbliżej? Którą ze wspólnot wybrać (telewizyjne reklamy wspólnot nie pomagały w podjęciu tego wyboru)? W końcu wybraliśmy University Church of Christ. Myśleliśmy, że weźmiemy udział w nabożeństwie i po prostu wyjdziemy, ale członkowie tej wspólnoty nie pozwolili nam tak po prostu wyjść.

Już kiedy pastor wypowiadał ostatnie słowa osoby, które siedziały najbliżej nas zaczęły kręcić się nerwowo na swoich siedzeniach. A kiedy nabożeństwo się skończyło zorientowaliśmy się, że jesteśmy otoczeni… przez grupę szeroko uśmiechających się ludzi, którzy chcieli nas poznać.

Po powrocie do domu dostaliśmy list (zaadresowany na ulicę Konnaliona), w którym pastor dziękował, że odwiedziliśmy ich wspólnotę i zapewniał, że jeśli jeszcze będziemy w Conway jesteśmy zawsze mile widziani. A Pat, która oprowadziła nas po budynku, na marginesie dopisała, że dziękuje za spotkanie i że ma nadzieję jeszcze nas spotkać.

Na pewno na początku kiedy jesteś w nowym miejscu, wśród ludzi, którzy byli wychowani w trochę innej kulturze, zasadach, zwyczajach, możesz poczuć się zdezorientowany. Na ulicach nie spotykasz ludzi, idziesz na grilla, który zamiast przerodzić się w późne wieczorne rozmowy kończy się po około godzinie, ludzie na ulicach nie patrzą się na ciebie. Możesz się nawet poczuć trochę obco. Ale po czasie zaczniesz się w tym odnajdywać. Odpowiadanie na przywitania stanie się dla ciebie normą, stojąc w korku zdasz sobie sprawę, że wcale cię to nie denerwuje, że nie krępują cię już rozmowy na tematy, do których nie przywykłeś. I w końcu kiedy przyjdzie ci wyjechać będziesz za tym wszystkim czasem tęsknił.

Sylwia Kołpuć
Sylwia Kołpuć
spostrzegawcza, trochę nieśmiała, podatna na nastroje i klimaty, ze skłonnościami do zachwytu i melancholii, autorka większości tekstów na blogu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *