Są książki podróżnicze, które czyta się jak katalog biura podróży, i takie, po których chodzi się po mieszkaniu, wyceniając w myślach własne cztery kółka. Tom o Alasce i Kanadzie z serii „Busem przez świat” należy zdecydowanie do drugiej kategorii — przeczytaliśmy go w dwa wieczory i odkładamy na półkę „winowajcy naszych pomysłów”. Recenzja — z perspektywy rodziny, która sama trochę po świecie jeździ.
O czym to jest
Seria „Busem przez świat” to zapis wypraw znanej polskiej ekipy podróżującej od lat kultowym, wysłużonym busem — projektu, który zaczynał jako studencki eksperyment w duchu „daleko za mało pieniędzy”, a wyrósł na jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek podróżniczych. Tom północnoamerykański zabiera czytelnika na trasę przez Kanadę i Alaskę: żwirowe autostrady ciągnące się setkami kilometrów, spotkania z niedźwiedziami (bliższe, niż zakładał plan), noclegi na dziko, awarie w miejscach, gdzie „najbliższy warsztat” to pojęcie teoretyczne, i Północ w całej swojej przeskalowanej, surowej urodzie.
Co ta książka robi najlepiej
- odczarowuje logistykę wielkiej wyprawy: autorzy pokazują kuchnię — budżety, kombinowanie, kompromisy; po lekturze „wyprawa życia” przestaje być kategorią dla wybrańców, a staje się listą zadań;
- oddaje skalę Północy: fragmenty o jeździe przez pustkę Jukonu czytaliśmy z tym samym uczuciem, które znamy z amerykańskich pustkowi — droga jako osobny bohater;
- jest szczera w zmęczeniu: obok zachwytów są przepięcia, zimno, monotonia i napięcia w ekipie — czyli prawda o długiej trasie, o której lukrowane relacje milczą;
- czyta się ją błyskawicznie: krótkie rozdziały, żywy język, dużo dialogu i autoironii.
Co może uwierać
Uczciwie: to nie jest reportaż literacki i nie próbuje nim być. Komu bliżej do eseistyki spod znaku wielkiej szkoły reportażu, ten momentami odczuje niedosyt pogłębienia — Północ bywa tu bardziej scenografią przygody niż tematem samym w sobie. Styl blogowo-dziennikowy ma swoją cenę: rytm „jedziemy–psujemy się–zachwycamy się” w środkowej części robi się przewidywalny. Nam to nie przeszkadzało (taka konwencja), ale wiedz, po co sięgasz.
Dla kogo — a dla kogo niekoniecznie
| Sięgnij, jeśli… | Odpuść, jeśli… |
|---|---|
| marzysz o własnym kamperze/busie i potrzebujesz kopa | szukasz literackiego reportażu o Północy |
| planujesz Alaskę/Kanadę i chcesz poczuć realia trasy | oczekujesz praktycznego przewodnika z cenami i mapami |
| lubisz podróżnicze historie „z garażu”, nie „z katalogu” | drażni cię konwencja blogowej relacji |
Bonus rodzicielski: to świetna lektura „mostek” — fragmenty o zwierzętach i awariach czytaliśmy na głos synowi, który od tamtej pory projektuje nam zabudowę busa klockami. Ostrzegamy: ta książka ma skutki uboczne w postaci przeglądania ogłoszeń motoryzacyjnych.
Najlepsze książki podróżnicze nie opowiadają o cudzych wyprawach — one po cichu organizują twoją. Ta należy do tego gatunku: zamknęliśmy ją z gotową listą „co by trzeba zrobić z autem”.
Magda, Rodzina Nomadów
Zamiast puenty
Czy po tej lekturze ruszymy busem na Alaskę? Zobaczymy — na razie nasza Północ to raczej Skandynawia w planach i Ameryka we wspomnieniach (co nam z niej zostało w głowach, spisaliśmy w tekście czego nauczyły nas Stany). Ale lista lektur, które popychają do drogi, właśnie urosła o solidną pozycję. Więcej recenzji i historii z życia w trasie — w dziale Życie nomadów.