REJS PO DELCIE DUNAJU – JAKĄ OPCJĘ WYBRAĆ

Delta Dunaju to jedno z niewielu miejsc w Europie gdzie można się zapuścić tak głęboko w świat wodnych ptaków. A może nawet jedyne. W Delcie oprócz 300 gatunków ptaków, zobaczyć można dzikie konie, tradycyjne wioski rybackie i wydmy, które dawniej były dnem Morza Czarnego. To bardzo rozległy teren, który kryje wiele skarbów i jest sporo opcji na to jak się tam dostać. Można skorzystać z bogatej ofert przewozów i rejsów. Gdzie pojechać, skąd można dostać się do Delty Dunaju, co tam można zobaczyć i robić?  Dziś będzie właśnie o tym.

 

Skąd odpływają rejsy do Delty Dunaju

Do delty Dunaju nie da się dojechać. Nie ma tam dróg, można się tam dostać tylko wodą. Dlatego będziecie potrzebować jakiegoś miejsca wypadowego, skąd ruszycie w głąb delty. Najwięcej rejsów do delty Dunaju odpływa z Tulczy. Stąd można się dostać do koloni ptaków, do wioski Mila 23, do subtropikalnego lasu Letea i do Suliny – największej miejscowości w głębi delty. Sulina jest już morzem Czarnym. I do wielu jezior, na których rosną nenufary i w których żyją ptaki. Z Tulczy można popłynąć w rejs, ale można też wykupić bilet na łódź, zostawić samochód w mieście i popłynąć w deltę na kilka dni. W delcie są pensjonaty, które oprócz wypoczynku oferują gościom łodzie i sprzęt wędkarski.

 

rejs po delcie Dunaju

rejs po delcie Dunaju

Tulcza

 

Z Murighiolu można popłynąć w inne rejony delty – na południe od Suliny, w tym do klęczących dębów.

A z Jurilovca można się dostać do Gura Portitei – miasteczka otoczonego wodą. Z jednej strony laguną Dunaju a z drugiej Morzem Czarnym. Tam nie zobaczycie kolonii ptaków czy meandrów Dunaju, ale to jedno z lepszych miejsc na plażowanie nad Morzem Czarnym.

Rejsy z Tulczy – Jakie są opcje rejsów

Największe atrakcje delty Dunaju dostępne z Tulczy to kolonie ptaków czyli jeziora i kanały gdzie jest najwięcej ptasich siedlisk, tradycyjna wioska rybacka Mila 23, subtropikalny las Letea gdzie mieszkają dzikie konie i wydmy – dawne dno Morza Martwego i Sulina – największe po Tulczy miasto delty Dunaju odcięte od dróg lądowych. Tu Dunja wpada do Morza Czarnego (wszystkie te miejsca pokażę Wam w tym poście). Organizatorzy rejsów mają wiele kombinacji na to jak połączyć te atrakcje w rejsy, czasami urozmaicając je dodatkowymi atrakcjami jak tradycyjny obiad w wiosce czy safari. Zanim zdecydowaliśmy się na rejs zrobiliśmy mały research w dostępnych opcjach. 

 

rejs po delcie Dunaju

 

Opcji rejsów jest kilka. Są krótsze, około 4-5 godzin, które odwiedzają przeważnie jeden z tych punktów łącząc ją z trasą po kanałach i jeziorach delty. Są też rejsy całodniowe, które łączą większość lub wszystkie z tych atrakcji w trasę na 9-10 godzin

Różnica sprowadza się nie tylko do czasu rejsu. Te krótsze rejsy są organizowane z reguły na „slow boat” czyli wolnej łodzi (wygląda na to, że wśród przewoźników to oficjalny termin, bo zgodnie posługiwali się nim wszyscy ;)). A na długie rejsy płynie się „fast boat -em” czyli łodzią szybkąWolne to łodzie średniej wielkości, lub duże, które płyną stałym, wolnym tempem, a szybkie to motorówki na kilkanaście osób. Obie opcje mają swoje wady i zalety. Wolną łodzią dopłyniecie do kolonii ptaków, podczas gdy szybką łodzią w tym czasie przepłyniesz pół delty. Za to na wolnej łodzi może być spokojniej i więcej czasu na podziwianie rzeki. Jeśli zdecydujecie się na slow boat dowiedzcie się dokładnie jak wygląda łódź, bo może być tak, że oprócz Was na łodzi będzie 40 osób i mimo tego, że czasu na kontakt z naturą będzie dużo, to warunków do tego na łodzi i tak nie będzie. 

 

rejs po delcie Dunaju

 

My początkowo chcieliśmy zrobić dwa rejsy i do kolonii ptaków chcieliśmy popłynąć wolną łodzią, żeby mieć trochę więcej czasu na obserwowanie ptaków i żeby było trochę spokojniej. Jeden z organizatorów podpowiedział mi, że różnica jest taka, że fast boat płynie szybko tylko tam gdzie nie ma nic ciekawego do oglądania: na szerokich i długich kanałach, które ciągną się kilometrami i gdzie traci się w wolnej łodzi nawet godziny, a w koloniach ptaków, na jeziorach gdzie można oglądać ptaki „fast boat” też płynie wolno.

W końcu zrezygnowaliśmy też z opcji dwóch rejsów z Tulczy. Jeden chłopak poradził mi, że to nie najlepszy pomysł. Jasne, jak będę bardzo chciała to sprzeda mi i 10 rejsów, dla niego to w sumie dobrze, tylko po co. Te dwa rejsy będą do siebie dość podobne, część ich trasy będzie się pokrywać. Lepiej zdecydować się na jeden rejs z Tulczy, a potem pojechać w inne miejsce do Murighiolu albo Jurlovica, wtedy zobaczę coś innego. Tak zrobiliśmy i  ostatecznie zdecydowaliśmy się na jeden rejs szybką łodzią, z planem uwzględniającym najciekawsze atrakcje tej części delty.

 

rejs po delcie Dunaju

 

Ceny za rejsy wolną łodzią są tańsze, ale ich trasa jest krótsza. Więc dwa rejsy wolną łodzią dadzą trasę i cenę jednej wycieczki szybką łodzią. Nasz rejs kosztował 220 RON za osobę dorosłą (1 RON to około 1 PLN) Igor płynął za darmo. Koszt krótszych rejsów to 100 -150 RON.

Rejsy są organizowane też przez hotele. Takie wycieczki Wam raczej odradzamy. Hotele mają największe łodzie i często wygórowaną cenę. Często obejmują też obiad na łodzi, ale na trasie rzadko są przystanki gdzie można zejść na ląd np. na spacer po rybackiej wiosce.

W filmie o Tulczy na mapie Grzesiek pokazuje dostępne trasy poszczególnych rejsów:

 

 

Całodzienny rejs z Tulczy

Zdecydowaliśmy się na 9 godzinny rejs „fast boatem” po delcie Dunaju. Trasa uwzględniała przepłynięcie kolonią ptaków przez zatoczki i jeziora do wioski Mila 23 gdzie jest około 30 minut na spacer, dalszy rejs przez jeziora do lasu Letea. Tam można skorzystać z „safari” do subtropikalnego lasu – w tym rejonie żyją dzikie konie. Tu można było też wykupić sobie tradycyjny obiad za 50 RON od osoby. Ostatnim punktem planu była 1 godzina w Sulinie. Teraz trochę Wam opowiem i pokażę jak to wyglądało, a na końcu powiem jakie są plusy i minusy tego wyboru.

 

 

Kolonia Ptaków

 

Podobno kolonie najlepiej oglądać z samego rana, wtedy ptaki są najbardziej aktywne i jest ich tam najwięcej. Nasz rejs startował o 10, więc pewnie niektórzy z Was powiedzą, że to nie takie do końca rano. Prawda jest taka, że jest tu tyle ptaków, że o żadnej porze nie będziecie mieć problemów z ich znalezieniem. No chyba, że ornitologia to Wasza pasja i faktycznie jesteście w stanie rozróżnić tych 300 gatunków ptaków. My na razie rozpoznajemy 5 gatunków: łabędź, pelikan, inne duże ptaki, średnie ptaki, małe ptaki 😉 i widzieliśmy wielu przedstawicieli każdego z nich 😉 To rzeczywiście jeden z piękniejszych zakątków rezerwatu delty. Niekiedy przez zarośnięte kanały łódź ledwie przepływała więc jej niewielkie rozmiary okazały się tu atutem. Jest tu pięknie, dziko, choć pewnie byłoby jeszcze bardziej dziko bez warkotu motorowych silników.

 

rejs po delcie Dunaju

 

Mila 23

 

Mila 23 to dawna wioska rybacka. To mała, senna wioska o ciekawym choć specyficznym klimacie. To też jedna z głównych ostoi pescatourismu czyli turystyki polegającej na poznawaniu tajnik tradycyjnego rybołustwa. Stąd pochodzi Ivan Patzaichin – wielokrotny mistrz olimpijski, który po zakończeniu kariery sportowej zajął się promowaniem i rozwojem tego projektu. Jeśli Wam się tu spodoba to można tu przypłynąć też na dłużej – jest tu kilka pensjonatów gdzie można się zatrzymać. Na takim rejsie będziecie tu około pół godziny czyli tylko na krótki spacer, szybką kawę i … siku.

 

 

Letea

Letea to subtropikalny las z lianami i dość bogatą roślinnością. Za pasmem lasu są wydmy – dawne dno Morza Czarnego. Krajobrazy są tu piękne, ale pas lasu jest dość wąski. Znając nasze polskie lasy pewnie spodziewacie się trochę czegoś innego. Za to ze znalezieniem dzikich koni nie powinno być problemu. Konie żyją tu dziko, ale to nie konie „dzikusy”. Pasą się spokojnie i nie uciekają na dźwięk nadjeżdżających samochodów, więc nawet można je pomylić z małym, pasącym się, całkiem oswojonym stadkiem. Oprócz tego jest tu mała, kolorowa wioska, z ławkami, na których przed domem siadają miejscowi i bardzo swojskim barem.

 

 

W Letea organizator proponuje „safari”. Safari jest celowo w cudzysłowie, bo to nie safari – safari – szybka przejażdżka po dzikich terenach tylko transport do lasu trochę większym samochodem, czasem przerobionym z dostawczaka, który polną drogą zawozi rejsowiczów do lasu Letea i z powrotem. Cena tego safari to dodatkowe 20 RON od osoby plus jakieś 5 RON za wejście do lasu.

 

 

W miasteczku Letea jest też czas na obiad. Rzeczywiście jest on tradycyjny, nawet bardzo. Gospodarz baru (jedynego w wiosce) zaprowadził gości do altany na swoim podwórku, a restauracyjna kuchnia była jego domową kuchnią. My obiadu nie wykupiliśmy, tradycyjną rybę jedliśmy co dzień w Tulczy. Ten czas spożytkowaliśmy na spacer po wiosce, pozbycie się prowiantu, i na wypicie zimnego piwa i Fanty w barze. Co w sumie też nam przyniosło trochę atrakcji. Zapoznaliśmy się bliżej z kapitanem naszej łódki i miejscowymi, którzy przynieśli nam pączki na deser, a Igor zagrał w piłkę z dzieciakami na podwórku u gospodarza.

W sumie ten przystanek zajął około 2 godzin i był to optymalny czas żeby złapać oddech.

 

 

Sulina

 

Największe miast poza Tulczą w delcie. Największe miasto odcięte od suchego lądu. Jest nazywane czasem miastem wraków i ta nazwa sugeruje trochę klimat tego miejsca. Jest tu jednak bardziej przytulnie niż na wraku, zaletą jest też to, że to miejsce dość odludne i położone nad samym Morzem Czarnym, choć z przystani gdzie zacumowaliśmy piechotą było na plażę około 40 minut. Organizator załatwił taksówkarza, który miał zawieźć chętnych nad morze, ale uznaliśmy, że, mimo naprawdę dobrej ceny, nie warto jechać tam na 5 minutową kąpiel. Pospacerowaliśmy po miasteczku, które zaraz po Gura Portitei jest chyba najspokojniejszym miejscem na wybrzeżu Rumunii.

 

 

Plusy tej opcji rejsu

 

Plusem jest to, że odkryliśmy dość dogłębnie tą Deltę Dunaju, widzieliśmy wiele pięknych zakątków, widzieliśmy klucz pelikanów i to jak wzbijają się z powierzchni Dunaju do lotu. Myślę, że dużą zaletą tej łodzi było to, że ze względu na swoje małe rozmiary była w stanie wedrzeć się w kanały i miejsca niedostępne dla większych jednostek, przez co było czasem trochę tak bardziej dziko. Rzeczywiście, kiedy już wracaliśmy z Suliny dużym kanałem, to dłużyło nam się to nawet płynąc szybką łodzią, a gdybyśmy płyneli wolną łodzią pewnie byłoby trudniej wysiedzieć. Generalnie cały rejs oceniamy bardzo na plus.

 

Minusy tej opcji rejsu

 

To co było plusem tego rejsu miało też swoje konsekwencje. Przez to, że dopłynęliśmy do wielu miejsc, na miejscu tego czasu momentami brakowało. Np. ta godzina w Sulinie nie dawała opcji na dotarcie nad morze. Program jest napięty i to jest 9 godzin pełnych wrażeń. Można się trochę zmęczyć. Minusem może się też okazać zorganizowana forma wypoczynku, no ale z tym się trzeba liczyć. Część naszej wycieczki po kilku piwach stała się zdecydowanie za głośna. Za to z jedną rodzinką całkiem sympatycznie sobie pogadaliśmy. Ale trzeba mieć to na uwadze decydując się na taką opcję.

 

rejs po delcie Dunaju

 

Jak nie rejs to co – inne sposoby na Deltę Dunaju

Pobyt w głębi Delty

Według nas dobrą opcją byłoby popłynięcie w głąb Delty na kilka dni. Można się tam zatrzymać w jakimś pensjonacie, popływać po kanałach delty i spróbować sił w rybołówstwie. My nie zdecydowaliśmy się na tą opcję, ze względu na to, że potrzebowaliśmy Internetu do pracy (w ciągu tygodnia pracujemy zdalnie w podróży) a z tym jest problem tam w dzikim świecie delty. Ceny takiego pobytu też są dość wysokie.

Łodzie kilka razy dziennie przewożą miejscowych i turystów do kilku miasteczek w głębi delty. Wpadliśmy na pomysł, żeby kupić kupić bilety na taką łódź, spędzić sobie dzień np. nad morzem w Sulinie i wrócić. Ale godziny kursów wypadały tak, że albo na miejscu bylibyśmy bardzo krótko, albo odpływały wcześnie rano (my mieliśmy do dyspozycji raczej godziny popołudniowe). Cena nie była wiele niższa od rejsu, tu w dodatku płaciło się za dzieci. Ostatecznie więc tej opcji też nie wypróbowaliśmy.

Pescatourism

To turystyka polegająca na tym, żeby trochę zagłębić się w świat tradycyjnego rybołówstwa. Za około 150 RON można spędzić kilka godzin z rybakami i wybrać się z nimi na połów, a potem razem ryby przyżądzić. Biuro, które zajmuje się organizacją takich wypraw znajdziecie w Tulczy. Znajdziecie ich też na stronie: Pescatourism.

Kajak – tylko dla doświadczonych

Kanały i rozlewiska delty wydają się idealnym miejscem na kajak. Jak najbardziej, ale tylko dla najbardziej doświadczonych. W punkcie informacyjnym dostaniecie mapę delty. Delta jest plątaniną kanałów, szuwarów, małych jeziorek. Bardzo łatwo stracić wśród nich orientację. Nie zniechęcam, po prostu zachęcam do tego żeby do decyzji podejść z rozsądkiem. Jeśli czujecie się na siłach koniecznie dajcie znać jak wrażenia.

 

Gura Portitei

 

Kilka dni później skorzystaliśmy z rady jaką usłyszałam od Dana – chłopaka, który organizuje rejsy, żeby pojechać do Jurlovica i stamtąd wziąć łódkę do Gura Portitei i to była bardzo dobra rada. Chyba trudno o lepsze miejsce na wybrzeżu Rumunii. Plaża była bezludna po przejściu zaledwie jakichś 100 metrów. Rozbiliśmy się kilkanaście metrów za samozwańczym kempingiem i ludzi widzieliśmy może trzy razy 🙂 Zrobiliśmy tylko taki błąd, że nie zabraliśmy namiotu, bo tu był taki dziki mini kemping. Koszt kursu w obie strony to 70 RON. Co prawda jeśli chodzi o deltę Dunaju to tu zostanie pewien niedosyt. Przez lagunę delty płynie się około 0,5 godziny i nie ma takich widoków na siedliska ptaków, nie płynie się wąskimi kanałami. Więc jest to bardziej sposób jak się dostać na fajną i spokojna plażę, w trochę niecodzienny sposób. Choć jak zobaczycie na filmie delta też tu daje o sobie znać w krajobrazie.

 

 

Na zachętę kilka zdjęć z Gura Portitei:

 

Kraina Delty Dunaju jest warta tego, żeby się w nią zagłębić. Jak widzicie sposobów jest kilka. Który jest dla Was najbardziej ciekawy? Co byście wybrali? A może znacie inne sposoby i miejsca gdzie warto w delcie dotrzeć? Dajcie znać w komentarzu.

 

A jeśli podobał Wam się ten wpis, znaleźliście tu pomocne informacje, podobały Wam się zdjęcia lub filmy, to ucieszymy się jeśli dołączycie do nas zostawiając lajka na fanpage’u: Rodzina nomadów, albo subskrypcję na naszym kanale Youtube. Zapraszamy też na nasz Instagram po najpiękniejsze zdjęcia 🙂

Sylwia Kołpuć
Sylwia Kołpuć
spostrzegawcza, trochę nieśmiała, podatna na nastroje i klimaty, ze skłonnościami do zachwytu i melancholii, autorka większości tekstów na blogu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *