Prachuap Khiri Khan: atrakcje, plaże i małpy na Khao Chong Krajok

Godzinę na południe od Hua Hin autostrada mija miasto, którego nazwa łamie języki i nie mówi nic większości turystów — i właśnie dlatego Prachuap Khiri Khan pozostaje Tajlandią z czasów, zanim wymyślono kurorty: rybackie kutry w zatoce jak z pocztówki, nocny targ nad samą wodą, ceny sprzed dekady i małpy zarządzające świętą górą. Zostaliśmy „na dwie noce”. Wyjechaliśmy po tygodniu.

Miasto trzech zatok

Prachuap leży nad zatoką Ao Prachuap, spiętą od północy i południa wapiennymi wzgórzami — panorama z nabrzeżnej promenady (długiej, wysadzanej drzewami, wieczorami pełnej biegaczy i rodzin) należy do najładniejszych miejskich widoków kraju. Kąpielowo służą sąsiednie zatoki: Ao Manao na południu i dziksze Ao Noi na północy — o obu za chwilę, bo każda ma swój haczyk.

Khao Chong Krajok — góra z dziurą i jej włochata administracja

Nad miastem wznosi się „Góra Zwierciadlanego Tunelu” — wzgórze z naturalnym otworem skalnym na wylot i świątynią na szczycie. Podejście: 396 schodów, widok: całe miasto i zatoki po horyzont, atrakcja właściwa: kilkusetosobowa kolonia makaków, która traktuje schody jak swoje biuro. Zasady przetrwania (serio):

  • żadnych reklamówek, jedzenia i picia w widocznych miejscach — plecak zapięty, okulary z głowy zdjęte;
  • nie karm, nie głaskaj, nie patrz „na pojedynek” w oczy dominującym samcom;
  • dzieci między dorosłymi, spokojnym krokiem — małpy testują nerwowych;
  • rano makaki są najedzone i leniwe — najlepsza pora wejścia.

Brzmi groźnie? Przy zachowaniu zasad to komedia przyrodnicza na żywo — nasz syn wspomina „górę małp” częściej niż niejeden park narodowy.

Ao Manao — plaża w… bazie lotniczej

Najlepsza plaża okolicy leży na terenie bazy Królewskich Tajskich Sił Powietrznych: na plażę wjeżdża się przez bramę wojskową (wpis/skan przy wjeździe, zwykle formalność), a nagrodą jest szeroki łuk piasku z płytką, spokojną wodą, leżakami pod kazuarynami i jadłodajniami z owocami morza w cenach stołówki. Porządek iście wojskowy, tłumów brak — z małym dzieckiem ideał. Ciekawostka historyczna: to tutaj w grudniu 1941 lądował japoński desant — pomniki na plaży opowiadają tę historię.

Ao Noi i świątynia w jaskini

Na północ od miasta rybacka wioska Ao Noi z kolorowymi kutrami i mała perła: Wat Ao Noi — świątynia z drewna tekowego u stóp wzgórza, a w skale za nią jaskinia z leżącym Buddą, do której prowadzi krótka ścieżka. Turystów: zaokrąglając — zero. Klimatu: nadmiar.

Wieczór: nocny targ nad zatoką

Codzienny targ przy promenadzie plus rozszerzona wersja weekendowa (Walking Street w piątki–soboty): owoce morza z rusztu w cenach, przy których Hua Hin się rumieni (talerz krewetek 60–100 THB), mango sticky rice, lokalne rodziny przy plastikowych stolikach i zero menu „tourist price”. Jedliśmy tu co wieczór i ani razu tak samo.

Praktycznie

Kwestia Konkret
Dojazd pociągiem z Bangkoku (4–5 h, klimatyczna trasa) lub autem/minibusem przez Hua Hin
Nocleg guesthouse’y i hoteliki przy promenadzie 500–900 THB; „resortowo” nad Ao Manao
Poruszanie się skuter 200–250 THB/dzień lub rower — miasto jest płaskie i spokojne
Sezon listopad–kwiecień; zatoka bywa kąpielowa dłużej niż wybrzeże andamańskie

Prachuap to miejsce, w którym o 6 rano mnisi idą wzdłuż promenady po jałmużnę, o 10 makaki urzędują na schodach, a o 19 całe miasto je kolację nad wodą. Nikt tu na nas nie czekał — i dokładnie tak smakuje prawdziwa Tajlandia.

Magda, Rodzina Nomadów

Prachuap jest idealną bazą do dwóch hitów prowincji: jaskini z królewskim pawilonem — nasz przewodnik po Phraya Nakhon — i dzikich słoni w Kui Buri (oba ~45 minut drogi). Więcej takiej Tajlandii — w dziale Tajlandia i Azja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *